Nierówna walka z kuną

Zapraszamy do przeczytana historii , którą podzielił się z nami jeden z naszych czytelników. Jak sam tytuł wskazuje będzie to opowieść o nierównej walce z bardzo przebiegłym i wymagającym przeciwnikiem – kuną. Czy walka ta okazała się wygrana? Odpowiedzieć znajdziecie w dalszej części wpisu. Jeśli znacie podobne przypadki – zapraszamy do komentowania.

Historia ta zaczęła się pewnej jesiennej nocy. Próbując zasnąć, nagle usłyszałem dziwne odgłosy i hałasy dobiegające z dachu mojego domu. Opisując je najprościej – coś biega po dachówce. Sypialnia znajduje się na poddaszu, mieszkam na wsi i nocą jest naprawdę cicho, dlatego wszelkie dźwięki słychać bardzo dokładnie. Pierwsza myśl – pewnie wiatr, albo jakieś ptaki. Przez kilka następnych dni (a w zasadzie nocy) był spokój więc problem uznałem za rozwiązany. Niestety tak nie było….

Jak wypędzić kunę z naszego domu?

Z czasem sytuacja ta powtarzała się coraz częściej. Zauważyłem też w okolicach budynku małe skorupki po jajkach. Zacząłem szperać w internecie i czytać fora. Wtedy wszystko zaczęło się składać do kupy. Odchody, za które obwiniałem koty sąsiadów, nadgryzione jabłka na terenie posesji, brudny narożnik elewacji, podrapana rynna spustowa. Wniosek był jeden: po dachu biegają kuny.

Byłem przerażony i miałem nadzieję, że nie budują w wełnie gniazda, gdyż słyszałem kiedyś jakie spustoszenie na poddaszu potrafią one zrobić. Na szczęście nie wlazły jeszcze pod dachówkę. Warto w tym miejscu podkreślić, że odkryłem też w rynnie gniazdo wróbli, które prawdopodobnie zwabiły te szkodniki po raz pierwszy. Postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce i rozpocząć walkę.

Skuteczne odstraszacze kun

Zacząłem od zakupu kilku różnych odstraszaczy, emitujących jakieś niesłyszalne dla ludzi dźwięki. Miały skutecznie odstraszyć kuny. Każdy kto miał podobny do mojego problem pewnie domyśla się, że to rozwiązanie nie okazało się zbyt skuteczne. Kolejnym krokiem był zakup odstraszaczy w płynie. Specyfiki te faktycznie działają. Widać to było doskonale po śladach na śniegu, kuny nie podchodziły do spryskanych miejsc na odległość bliższą niż metr. Miały one jednak też wady, były drogie i zapach odstraszający kuny ulatniał się po jakichś trzech dniach. Trzeba było powtarzać pryskanie regularnie.

To rozwiązanie okazało się zbyt kosztowne, zarówno jeśli chodzi o czas, jak też pieniądze. Kolejnym pomysłem znalezionym na forach było wykorzystanie sierści psa. Jeden z użytkowników przysłał mi trochę sierści pochodzącej od Owczarka Niemieckiego.

Warto podkreślić, że ta metoda naprawdę działa. Problem tylko taki, że nie w moim przypadku. Podobnie jak odstraszacze w płynie zapach sierści pozostawionej na zewnątrz budynku ulatnia się po kilku dniach. Jeśli ktoś ma kuny na przykład na strychu warto sprawdzić tą metodę, może być skuteczna przez dłuższy czas.

Żywołapki na kuny

Kolejny krok: zakup żywołapki. Czy wspominałem już, że kuny to bardzo przebiegłe i „mądre” zwierzątka? Mimo postępowania zgodnie z instrukcją oraz radami osób bardziej doświadczonych w tym temacie przez prawie miesiąc nie udało się nic złapać. Pewnego ranka jednak nastąpiła wielka radość, jest, udało się. Ofiara do auta i wywózka jakieś 30 kilometrów od domu, żeby czasem nie wróciła. I w końcu spokój, który niestety nie potrwał zbyt długo. Wykorzystując tą metodę warto pamiętać, ze obecnie populacja kun jest liczna i na miejsce tej złapanej szybko wskoczy kolejna.

Postanowiłem więc odciąć jej drogę wejścia na dach. U mnie wyglądała ona następująco: kuna wspinała się po narożniku elewacji, potem wskakiwała na rynnę (odcinek w poziomie) i na dach. Zakupiłem drut kolczasty i poowijałem wspomniane odcinki rynien (załączamy kilka poglądowych zdjęć). Może dom nie wygląda zbyt elegancko, ale dla mnie liczy się skuteczność.

Więcej o sprawach codziennych związanych z życiem w domu znajdziesz w dziale porady.

Podsumowanie walki z kunami

Od miesiąca jest spokój. Raz na jakiś czas słyszę, że kuny dalej próbują dostać się w okolice dachu, jednak dochodzą jedynie do miejsca, w którym zaczyna się drut kolczasty. Mam nadzieję, że nie poradzą sobie z tą przeszkodą , jak też nie znajdą innego sposobu wejścia na dach.

W moim przypadku zadziałało zabezpieczenie kolcami wszelkich miejsc, którymi te pozornie śliczne i niegroźne zwierzątka dostawały się na budynek. Jeśli to nie pomoże pozostaje jedynie zainstalowanie profesjonalnego „pastucha” na rynny lub pies, którego rzeczywiście się boją. Na chwilę obecną, mimo iż przegrałem kilka bitew, tą wojnę udało mi się wygrać (przynajmniej chwilowo). Mam jednak nadzieję, że raz na zawsze.

Podsumowując: zaczęło się od tego, że kuny wchodziły na dach, gdyż nauczone doświadczeniem wiedziały, że mogą znaleźć tam pożywienie. Zauważyłem też, że dach był dla nich miejscem, z którego prowadziły obserwację. Dlatego, jeśli zauważycie, że w rynnach, czy pod dachówką mieszkają na przykład wróbelki – od razu likwidujcie im gniazda. W przeciwnym razie może kiedyś przeczytam Waszą historię walki z kuną.

Dziękujemy autorowi za możliwość publikacji jego historii, może okaże się dla kogoś pomocna.

FacebookTwitterVimeoShare to Stumble UponMore...